Przejdź do głównej zawartości

Klient widziany oczami pracownika część 3. Prawdziwą zabawę czas zacząć.


 Hipermarket 


W ostatnich dwóch częściach streściłam swoje doświadczenie w pracy z klientami w Mcdonald's.  Nadszedł ten wspaniały moment kiedy zakończyłam pracę w tej restauracji, pożegnałam klientów tego miejsca i przywitałam nowych. Rozpoczęłam pracę w Hipermarkecie. Tam również pracowałam na dwóch stanowiskach. 


Kasy

     W Kauflandzie, ze względu na jego gabaryty, istnieje podział na działy. Ja byłam przypisana do działu kas. Jednak w wolnych chwilach, w razie potrzeby pracowałam na markecie, jak również w razie konieczności pracownicy działów przenosili się na kasy. O ile w Mcdonald's gość restauracji nie mógł za bardzo pogrzebać w towarze przed zapłaceniem za niego, a obsługa była znacznie szybsza o tyle tu zobaczyłam prawdziwy ogród zoologiczny. 
      Kultura osobista klientów pozostawia wiele do życzenia. Prędzej usłyszę dzień dobry od podchmielonego pana niż od wyperfumowanej damy. W ogóle zauważyłam, że kiedy mówię klientowi dzień dobry to w przypadku mężczyzn odpowiada prawie 100%. Jest to chociażby skinienie głowy w odpowiedzi na moje powitanie. Panie potrafią milczeć jak zaklęte patrząc mi pogardliwie w twarz.
     Zacznę jednak od samej pracy na kasie. Była dużo mniej obciążająca psychicznie niż poprzednia. Klienci zazwyczaj chcieli szybko zrobić zakupy i wyjść. Raczej się nie awanturowali. Osobiście miałam jedną nieprzyjemną przygodę ze starszą panią, której źle wydałam resztę. Była bardzo zła i zostałam zrugana. Jako, że jestem nerwowa to tradycyjnie zawrzało we mnie tak, że przez chwile nie mogłam się skupić i miałam ochotę zabić babsko. Fakt, że ja się pomyliłam ale często jest tak i właśnie tyczy się to starszych pań, że one zapomniały chyba jak to było za czasów ich młodości. Najwidoczniej były idealne i są nadal.
     Po za tym przypominam sobie śmiesznego pana, który miał pretensję o to, że wybrał sobie zły wózek. Tak miał pretensje do mnie. 
     My kasjerki miałyśmy swoje ulubione klientki. Szczególnie jedna zapadła mi w pamięć. Pani miała postawę bardzo roszczeniową i chyba fobię na punkcie czystości. Nigdy nie podchodziła do kasjerki, która miała skaleczony palec, kaszel i podobne temu drobnostki. Sama byłam świadkiem jak wyjęła z torby spirytus i odkaziła sobie nim ręce. Pewnego dnia podeszła do koleżanki, która miała plaster na palcu. W pewnej chwili huknęła "Czy musi mi pani tak wszystkiego rękami dotykać?" Koleżanka powiedziała dokładnie to co pewnie większość w takie sytuacji "Jak inaczej mam policzyć zakupy?" Siłą woli się niestety nie da. Ale prawdziwego dymu pani narobiła w Wigilię. Sklep był otwarty do czternastej, była godzina mniej więcej 13.45. W tym markecie był taki system, że jeśli przy płatności kartą, kasjerka lub klient przerwali transakcję to nie drukowała się anulacja. U pani wystąpiła taka sytuacja. Kobieta domagała się tego dokumentu. Narobiła zamieszania. Koleżanka odpowiedzialna za to wyjaśniła sytuację i zaproponowała, że napisze gdzie trzeba i zobaczy co da się zrobić. Oczywiście to chwile potrwa ale kobieta domagała się tego teraz natychmiast. Wydzierała się na całą halę. Minęła 14. Sklep został zamknięty, my sprzątałyśmy linię kasową a pani nadal swoje. Koleżance ewidentnie już brakowało sił na tłumaczenie kobiecie czegokolwiek. Pani zaczęła krzyczeć, że ona napisze skargę. Koleżance się skończyła cierpliwość i po prostu powiedziała "proszę bardzo", wręczyła jej przygotowane dokumenty i poszła. Pani zaniosła się płaczem. Musiała zostać wyproszona z marketu. Przecież pracownicy nie mają życia po pracy i mogą słuchać lamentu całą wigilię. Przynajmniej powinni. 
     Miałam jeszcze kilka starć z osobami pod wpływem alkoholu, którym jednak zapał znikał kiedy wspominałam o wezwaniu policji. Tak więc ja prace na kasie w tym markecie wspominam dość dobrze.
     
     Jeśli chodzi o pracę na samej hali sprzedaży to sprawa wygląda inaczej. Jednym z największych  problemów jest ukrywanie niechcianego towary, żeby broń boże nikt nie znalazł, najlepiej przed jego zepsuciem się. Klienci uważają za coś niedopuszczalnego odłożenie towaru na miejsce albo oddanie go kasjerowi. Zatem pracownicy znajdują później płynące lody, mrożonki, zepsuty nabiał, mięso czy owoce. 
     Niszczenie towaru jest równie ciekawe. Nie można odkręcić jednego płynu np. do płukania. Trzeba zajrzeć do każdej butelki nie zależnie od tego czy zapach jest ten sam.  Jednak najbardziej zastanawiało mnie zawsze co panie, zwłaszcza te starsze sprawdzają w opakowaniach z podpaskami czy wkładkami. Po co rozrywać te opakowania? Kolejny zastanawiający mnie produkt to zmywacz do paznokci. Wielokrotnie widziałam jak klientki otwierają i raczą się zapachem tego specyfiku.
     Prawdziwą bolączkę jednak stanowi podjadanie i niszczenie żywności. Widziałam całe półki porozrywanych opakowań z ryżem i kaszą, nadjedzone produkty, puste opakowania po cukierkach i batonikach i te wszechobecne łupiny po pistacjach, które znajdowałam w kwiatach, półkach, lodówkach i sprzęcie gospodarstwa domowego. W markecie nie ma możliwości smakowania produktów. Co powinno się zrobić kiedy chce się skosztować np. czereśnie w markecie? Osobiście kupiłabym kilka na spróbowanie. W Kauflandzie nie trzeba się cofać. Wystarczyłoby wziąć ze 3, zważyć, zostawić sobie etykietę, zjeść. Można wtedy, jeśli smakuje zakupić więcej, zapłacić za te, które spróbowaliśmy i za te, które chcemy dokupić lub uiścić należność tylko za skonsumowane owoce. Ale nie, najlepiej ustać bezczelnie i wyjadać brudne owoce, plując pestkami w pozostałe. A później ups... zjadło się pół kilo tak testując. Jednak smaczne nie są więc nie biorę. Pomyślmy sobie, że każdy klient przed kupnem zjadłby trochę w ramach degustacji. Nie byłoby co sprzedawać. Sama byłam świadkiem jednej ciekawej sytuacji. Wtedy akurat siedziałam na kasie. Była dość spora kolejka jednak kątem oka zauważyłam, że pan je prażone pestki. Nie wzbudziło to we mnie żadnych emocji bo często ludzie coś jedzą czy piją i dostaje samo opakowanie do policzenia ale nie sądziłam, że pan będzie tak bezczelny. Myśląc, że nie widzę bo jestem zajęta, najadł się a to co już nie wlazło wcisnął między towary wystawione na kasie. Kiedy dobrnęłam do tego pana wypaliła "wypadałoby zapłacić a o co już się zjadło". Pan zrobił się czerwony jak burak i podał mi skonsumowane w 3/4 opakowanie pestek.
     Niszczenie towaru jest dla mnie absurdalne. Jest prosta zasada, do puki nie zapłacisz to nie należy do Ciebie! Jednak ludzie na takiej przestrzeni czuja się chyba anonimowi. 

Koniec część 3.

Zapraszam do przeczytania części pierwszej: https://witchfeast.blogspot.com/2018/03/klient-widziany-oczami-pracownika-czesc.html 
oraz części drugiej: https://witchfeast.blogspot.com/2018/03/klient-widziany-oczami-pracownika-czesc_16.html

PS. Jeśli byłeś świadkiem ciekawego zdarzenia na linii klient - pracownik, podziel się w komentarzu.


(Źródło zdjęcia: https://www.blasty.pl/31574/kiedy-jestes-w-firmowej-koszulce-w-pracy-a-klient-podchodzi-i-pyta-czy-pracuje-pan-tutaj)





Komentarze

  1. Ja też nacodzień mam kontakt z klientami, niestety to trudna praca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc znasz to wszystko XD. Często podczas trwania akcji mnie krew zalewa ale później mam ubaw.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Ratunek dla rzęs. SOS Lash Booster od Eeveline. Czy to działa?

Jakiś czas temu zauważyłam, że moje rzęsy mają się trochę gorzej niż zwykle. Nigdy wcześniej nie miałam z nimi problemów ale ostatnimi czasy stały się cienkie i łamliwe. Bardzo nie podobają mi się miotełki uzyskiwane dzięki metodzie doklejania 1 do 1 i tym podobne (może kiedyś zmienię zdanie albo będę po prostu potrzebowała czegoś takiego na wyjątkową a okazje ale w danym momencie zdecydowani nie), "jednorazowych" sztucznych rzęs też nie używam, nie mam zalotki bo się jej boję. Za to uwielbiam tusze. A więc kosmetyki i wszelkie inne działania środowiska niestety wpływają na ich kondycję. Pomyślałam, że przecież muszą istnieć jakieś kosmetyki wspomagające rzęsy. Oczywiście zajrzałam do internetu i tam trafiłam na kilka historii rodem z horroru, które były owocem stosowania specyfików na porost rzęs. Dla mnie odpada. Mam problemy ze wzrokiem i nie chcę ryzykować. Jednak istnieją wszelkiego typu balsamy do rzęs. Pomyślałam sobie, że czegoś takiego mogę spróbować. Skoro są…

"Inner Fat Kid Confession!" Czy wytykanie wad kiedykolwiek pomogło?

Każdy z nas ma wady i kompleksy. Moim zdaniem nie powinno się tego łączyć bo nie każda wada powoduje kompleksy. W tym wpisie przyczepię się do tego co widać gołym okiem czyli wygląd człowieka. Uważam, że jest bardzo ważny zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Nie ma ludzi idealnych ale obecnie mamy takie środki, że nasze zewnętrze może być przyjemne dla oka. Co jednak jeśli nie da się czegoś poprawić ani zakryć? Co jeśli ktoś nie chce lub nie ma możliwości? Tu z pomocą idą wspaniałomyślni krzykacze, którzy, nie wiedzieć czemu, szukają na ciele obcych ludzi choćby najmniejszej skazy.      Bardzo często jest tak, że coś co nam nie przeszkadza, staje się ogromnym kompleksem dzięki ludziom, których najmniej ta wada dotyczy. Mam trochę dziwny nos. Jako dziecko miałam mały wypadek w wyniku którego jego kształt nieco się zmienił i powstała blizna. Nie wygląda jak nadzwyczajne zjawisko ale może zwracać uwagę niektórych. Mi nie przeszkadza ani trochę jednak ilość uwag jaką słyszę pod adresem…