Przejdź do głównej zawartości

Liceum Plastyczne. Czy dobrze wybrałam?

     Nigdy nie byłam pewna co chciałabym robić w życiu. Nadal mam ten dylemat i chyba nigdy się go nie pozbędę. Jedno co wiedziałam zawsze to to, że uwielbiam ryzować. Mimo tego, że urodziłam się z poważną wadą wzroku to sztuka sprawia mi ogromną przyjemność. Jestem wzrokowcem. Linie, barwy, pociągnięcia pędzlem i ślady ołówka przyciągają mój wzrok. Rysunek to zdecydowanie moja ulubiona dziedzina.
     Od kiedy dowiedziałam się, że u mnie w mieście funkcjonuje Liceum Plastyczne byłam bardzo nim zainteresowana. O ile dobrze pamiętam zaliczałam się do drugiego lub trzeciego rocznika objętego nową reformą szkolnictwa, czyli uczęszczała do gimnazjum. Wtedy pojawiła się możliwość aplikowania do kilku szkół jednocześnie. Oczywiście skorzystałam z tej możliwości. Dodatkowo złożyłam papiery do technikum weterynaryjnego oraz zastanawiałam się nad szkołą zawodową a konkretnie interesował mnie zawód cukiernika. Ostatecznie nie złożyłam tam dokumentów. Uczniem byłam zawsze przeciętnym ale dostałam się do obu szkół. Oczywiście wybrałam tę, która była moim marzeniem.
     Nigdy nie miałam wizji tego co chciałabym robić po Liceum Plastycznym. Nigdy nie widziałam siebie jako wielkiej artystki a nawet jako absolwentki ASP. Nauczyciele również dawali mi to odczuć. Twierdzili, że mam manierę a to jest bardzo złe. Byłam w tej szkole raczej anonimowa. Może nie mam wystarczających umiejętności, może to faktycznie moja maniera? Bardzo wyraźnym był tam dla mnie podział na pupili, przeciętnych i tych zupełnie nieinteresujących. Nauczyciele mieli kilkoro wybrańców, których uwielbiali i stawiali wyżej, czasem nie koniecznie za umiejętności ale za to, że mieli mocny, dominujący charakter.

     Jak wyglądał początek i koniec nauki w Liceum Plastycznym?
Do owej szkoły dostałam się w 2003 roku, czyli dane mogą być nieaktualne. Pierwszy mój kontakt z tą szkołą był podczas konsultacji. W wolnej chwili można był zebrać swoje prace i udać się na rozmowę z jednym z nauczycieli. Na takie konsultacje udałam się dwa razy. Za każdym razem trafiałam na tego samego Pana. Profesor oceniał moje prace, mówił nad czym powinnam popracować, udzielał wskazówek i oczywiście powiedział czy mam szansę. Owe konsultacje mile wspominał. Pan Profesor był bardzo sympatyczny i udzielił mi kilku konkretnych wskazówek.
     Jak już wspomniałam Byłam bodajże drugim lub trzecim  rocznikiem, który objęła zmiana systemu szkolnictwa czyli gimnazjum. Liceum Plastyczne ze szkoły pięcioletniej stało się czteroletnią. Podchodziłam do egzaminu gimnazjalnego i oczywiście jego wyniki były brane pod uwagę. Dodatkowo przystępowałam do egzaminu wstępnego. Składał się on z części praktycznej i rozmowy. W tej chwili nie pamiętam w jakiej kolejności one następowały.
     Zacznę od rozmowy. W komisji zasiadało trzech nauczycieli. Rozmawiali oczywiście jednorazowo z jednym kandydatem. Konwersacja nie byłą długa. Zapytano się mnie dla czego chciałabym uczęszczać do danej szkoły i co daje mi rysowanie? Odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Nie zastanawiałam się długo nad tym co mam powiedzieć.
     Część praktyczna to oczywiście był egzamin z rysunku, malarstwa i rzeźby. Kandydaci zostali podzieleni na trzy grupy. Egzaminy w mojej grupie odbywały się zgodnie z takich harmonogramem jaki napisałam powyżej. Na wykonanie każdej pracy mieliśmy oczywiście ograniczenia czasowe. Nie jestem pewna ale każda część egzaminu trwała około godziny zegarowej. Tematem rysunku byłą postać (była to młoda dziewczyna siedząca na krześle). Jeśli chodzi o malarstwo była to martwa natura. Na egzaminie z rzeźby dostaliśmy po prostu temat. Był nim "człowiek przy pracy". Nie mieliśmy tu żadnego modela ani zdjęcia. Po zakończeniu obu etapów zostaliśmy poinformowaniu o terminie wyników egzaminu. W międzyczasie dowiedziałam się nieoficjalnie od osób, które uczęszczały już do tej szkoły jaki wynik jest dla satysfakcjonujący. Moja radość była ogromna kiedy podczas wyników okazało się, że przekroczyłam ten pułap. Pozostały tylko oczekiwanie na wyniki egzaminu gimnazjalnego, dostarczenie ich do wymarzonej szkoły i oczekiwanie na ostateczny werdykt. Pamiętam, że z egzaminu gimnazjalnego jak i z egzaminu wstępnego uzyskałam taką samą ilość punktów. Zostałam przyjęta. Przy "tablicy ogłoszeń" poznałam pierwsze koleżanki.
     Jeśli chodzi o samą naukę to z mojej perspektywy przypominała te w innych szkołach tylko my uczniowie Liceum Plastycznego byliśmy traktowani nieco inaczej. Ta placówka była przez innych postrzegana niemal jak inna planeta.
     Po za standardowymi przedmiotami odbywały się tak zajęcia z: rysunku, malarstwa, grafiki(był to przedmiot wiodący w tym liceum, każda szkoła tego typu ma takowy w swoim programie), rzeźba, fotografia, historia sztuki, projektowanie i kompozycja.
     Zatrzymam się chwile na grafice warsztatowej czyli na przedmiocie wiodącym. Na tym przedmiocie uczyliśmy się tradycyjnych technik graficznych czyli drzeworyt, linoryt, akwaforta, akwatinta itp. Łączyliśmy ryt wklęsły z rytem wypukły. Był to bardzo ciekawy przedmiot. Tradycyjna grafika daje wiele możliwości i bardzo rozwija warsztat. Nauczyłam się przygotowywać farbę, matrycę z blachy i korzystania z tradycyjnej prasy drukarskiej. Dowiedziałam się czym jest ryt wklęsły, co wcześniej było dla mnie o dziwo niewyobrażalne. Grafika warsztatowa była dla mnie fajną przygodą.
     Pod koniec trzeciego roku zaczęto poważne rozmowy na temat egzaminu końcowego. Tak jak w przypadku egzaminu początkowego trzeba było przygotować trzy prace jednak tym razem była to grafika, malarstwo, rysunek. Rysunek można było "zamienić" na rzeźbę. Ja wybrałam pierwszą opcję. Na przygotowanie prac mieliśmy tym razem cały rok szkolny. Głównym przedmiotem była oczywiście grafika a prace z dwóch pozostałych przedmiotów były dodatkiem więc po prostu ich tematem była w moim przypadku martwa natura. Lubiłam ten temat w liceum. Był bardzo wdzięczny i dawał wiele możliwości. Wracając do grafiki. Mogliśmy sami wybrać sobie temat i technikę. Uczniowie ponownie byli podzieleni na grupy. Każda grupa miała swojego mentora (nauczyciela grafiki). Ja ze swojego byłam bardzo zadowolona. Tematem mojej pracy była "Kobieta drzewo". Pomysł zaczerpnęłam z książki. Nie pamiętam jej tytułu czego bardzo żałuję ale motyw spodobał mi się na tyle, że wykorzystałam go w swojej pracy. Dość szybko przedstawiła nauczycielce temat i projekt. Po poprawkach i zaakceptowaniu przystąpiłam do pracy. Na wielkiej blaszce połączyłam akwafortę z akwatintą. Byłam zadowolona ze swojej pracy ale do tej pory uważam, że mogłam wybrać mniejszy format gdyż wada wzroku utrudnia mi prace na tam dużym obszarze.  Tak wyglądał efekt końcowy mojej pracy



Oczywiście usłyszałam, że moja maniera jest za bardzo widoczna i dostałam przeciętną ocenę. Nie byłą zła, była wręcz dobra jak dla kogoś kto zrobił to tylko po to, żeby zakończyć szkołę, bez artystycznych marzeń i planów. Była odpowiednia dla przeciętniaka. Na koniec odbyła się wystawa naszych prac podczas, której zostaliśmy ocenieni za całokształt.

     Na zakończenie.
W trakcie nauki (myśli, że na przełomie drugiej i trzeciej klasy) uświadomiłam sobie, że to nie dla mnie. Uznałam jednak, że już chyba za późno na zmianę szkoły. Chyba się trochę poddała. Nie miałam kompletnie pomysłu na siebie ale wiedziałam, że na ASP się nie wybiorę ponieważ jestem za słaba i nie mam chęci. Niewiele osób z mojej klasy zajmuje się tym zawodowo. Rynek artystyczny wydaje mi się trudny, zamknięty i nieprzyjazny dla nowych. Żeby się przebić trzeba mieć ogromne umiejętności i zapewne znajomości.
     Jeśli chodzi o mój warsztat to Liceum Plastyczne wiele mi dało. Dostałam mnóstwo cennych wskazówek, nabyłam umiejętności. Oczywiście nawiązałam kilka przyjaźni chyba już na całe życie i mimo iż nasze drogi rozeszły się z różnych przyczyn, to nadal mamy ze sobą kontakt.
     Nie wiem czy gdybym cofnęła się w czasie, wiedząc to co wiem teraz, wybrałabym Liceum Plastyczne. To nie jest tak, że żałuję wyboru w 100% ale dyplom tej szkoły nic mi nie daje. Gdybym mogła to naprawić zapewne wybrałabym szkołę zawodową. Z drugiej strony nie wiem czym wiedziałabym na temat sztuki, którą nadal uwielbiam, tyle co wiem teraz i czy sama nabyłabym pewne umiejętności. Tu pojawia się dylemat: czy ważniejsza jest pasja czy kwestie pracy i zarobków? Priorytety zmieniają się w pewnym wieku. Jak większość nastolatek widziałam świat zupełnie inaczej, wszystko wydawało mi się prostsze i nieco patrzyłam na świat przez różowe okulary. Często młodzi ludzie kierują się swoją pasją nie wiedząc, że tylko niewielkiej grupie się udaje. Dorosłe życie weryfikuje, czasem w sposób bolesny nasze wszystkie przekonania i dotychczasowe decyzje.

Na zakończenie moje ostatnie(jedna jeszcze nieskończona) prace:








   

Komentarze

  1. Wiesz, ja też zmieniłabym wiele w swoim kształceniu, bo moje środowisko zawodowe też jest zamknięte i nieprzyjazne dla nowych, ale ostatnio udało mi się zrobić małą wyrwę i od ponad dwóch lat pracuję w zawodzie i zastanawiam się jak się rozwijać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam kilka osób, które weszły w świat artystów. Oczywiście nie są to spektakularne sukcesy ale jednak w moim mniemaniu i tak duże. Znam tez kilka osób, które "robią to co kochają" zawodowo. Jednak nadal nie każdy jest zadowolony ze swojej pracy. Mi się chyba nie uda znaleźć pracy w zawodzie, chyba że wyjadę do większego miasta. Tobie gratuluję bo to jest w moich oczach sukces i życzę Ci powodzenia. Mam nadzieję, że Twoja praca sprawia Ci przyjemność.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Klient widziany oczami pracownika część 3. Prawdziwą zabawę czas zacząć.

 Hipermarket 
W ostatnich dwóch częściach streściłam swoje doświadczenie w pracy z klientami w Mcdonald's.  Nadszedł ten wspaniały moment kiedy zakończyłam pracę w tej restauracji, pożegnałam klientów tego miejsca i przywitałam nowych. Rozpoczęłam pracę w Hipermarkecie. Tam również pracowałam na dwóch stanowiskach. 

Kasy
     W Kauflandzie, ze względu na jego gabaryty, istnieje podział na działy. Ja byłam przypisana do działu kas. Jednak w wolnych chwilach, w razie potrzeby pracowałam na markecie, jak również w razie konieczności pracownicy działów przenosili się na kasy. O ile w Mcdonald's gość restauracji nie mógł za bardzo pogrzebać w towarze przed zapłaceniem za niego, a obsługa była znacznie szybsza o tyle tu zobaczyłam prawdziwy ogród zoologiczny.        Kultura osobista klientów pozostawia wiele do życzenia. Prędzej usłyszę dzień dobry od podchmielonego pana niż od wyperfumowanej damy. W ogóle zauważyłam, że kiedy mówię klientowi dzień dobry to w przypadku mężczyzn odpow…

Klient widziany oczami pracownika część 1.

Klienci Mcdonald's część 1.

     W handlu pracuję ponad cztery lata. Nie jest to imponujący okres czasu, znam prawdziwych weteranów tego typu pracy ale to co zobaczyłam do tej pory sprawiło, że już chyba niewiele jest mnie w stanie zdziwić. W kilku najbliższych wpisach podzielę się moimi przygodami związanymi z pracą w handlu i usługach.  Ponieważ jest to temat rzeka (a nawet morze) postanowiłam podzielić go na kilka części. Zabawę czas zacząć.
Serwis Mcdonald's.      Zacznę bardzo łagodnie. Klienci serwisu Mcdonald's byli jednymi z najłagodniejszych dla pracowników. Zazwyczaj czekali cierpliwie a nawet przejawiali oznaki wyrozumiałości kiedy tłum był bardzo duży a my wyglądaliśmy już jak żywe trupy. Jednak i tutaj bywali ciekawi osobnicy.       Najczęstszy problemem była nieznajomość oferty a zwłaszcza nazewnictwa, które jest dość trudne dla części gości. Żaden pracodawca oczywiście nie wymaga od pracownika umiejętności czytania w myślach(ale klienci chyba uważają, że osoba o…

Klient widziany oczami pracownika część 4.

Najlepsze zostawiłam na koniec. Kolejnym stanowiskiem do jakiego zostałam przypisana w hipermarkecie to informacja. Ludzie mogą dokonać tam zwrotu, wyjaśnić niezgodności, dostać fakturę, zareklamować coś, przez pewien czas mogli zwracać tam butelki po piwie (obecnie jest tam maszyna), zostawić swoje rzeczy (to też już przeszłość) lub marudzić i po to głównie przychodzili.Jako, że jeśli klientom da się palec to chcą całej ręki to w tym miejscu mogli to dostać. Pierwsza bolączka tego miejsca jest bon na 5 zł za stanie w kolejce dłużej niż 5 minut. Powoli odstępują od tej zasady. Jest to bezsensowne, absurdalne a ludzie dostają małpiego rozumu za te 5 zł. Najgorsze jest to, że klientowi ciężko jest udowodnić to, że oszukuje. Jednak sprawa miała się inaczej, jeśli ktoś robił to notorycznie. Jeśli widziałam taką osobę wchodzącą na sklep to powiadamiałam linię kasową. Zazwyczaj tacy delikwenci po pewnym czasie orientowali się, że są na celowniku i odpuszczali albo kombinowali na inne s…