Przejdź do głównej zawartości

Kiedy się wreszcie ogarniesz?! Twój zegar biologiczny tyka!!!....... Never!!!





     Pytania, który zawarłam w tytule słyszę bardzo często. Jestem osobą niezamężną i nie mam dzieci. Jak odbieram takie uwagi i co myślę?
     Jakiś czas temu spotkałam w pracy koleżankę. Ona niedawno wyszła za mąż i urodziła dziecko. Pogratulowałam jej, ona mi podziękowała i od razu wypaliła „A kiedy ty się wreszcie ogarniesz?” Mam wrażenie, że ludzie mają mnie za życiową niedojdę i wyrzutka ponieważ jestem oficjalnie, dla państwa wolna i nie dałam społeczeństwu kolejnego Polaka. Jestem też osoba niewylewną i nie lubię afiszować się z kimś z kim aktualnie połączyło mnie uczucie. Owo pytanie odebrałam trochę tak jakbym nie spełniała swego rodzaju obowiązku społecznego.
     Przez to, że jestem „inna” w tej materii uchodzę za osobę nieszczęśliwą i taką, w której się w życiu nie powiodło. Jest przeciwnie. Jestem osoba raczej zadowoloną ze swojego życia. To, że nie wyszłam za mąż nie oznacza, że nie miałam okazji. Nie jestem absolutnie przeciwna i nie zarzekam się, że nigdy to nie nastąpi jednak aktualnie nie czuję takiej potrzeby. Raz usłyszałam, że przegapiłam okazję. Myślałam, że to nie są zakupy w supermarkecie ani gra na chybił- trafił. To też nie znaczy, że mam wygórowane wymagania. Po prostu małżeństwo nie  jest moim priorytetem. Tak samo jest z macierzyństwem. Nie czuję się gotowa. Jeśli jednak chciałabym mieć dziecko to uważam, że do tego nie potrzeba męża. Jednak nie chcę, nie wiem czy i kiedy to ulegnie zmianie. Czy muszę być gotowa? Jak już mówiłam mam inne priorytety i nie odbieram tego stanu jako ujmy na honorze. Uważam się za samotnika. Lubię towarzystwo ale nie na co dzień. Potrzebuję swojej izolacji i swojej samotni. Jakie mam priorytety? Myślę o lepszej pracy, zmianie mieszkania a może nawet miasta. Nie widzę w tych planach i marzeniach miejsca na inną osobę. Wiem, że można to pogodzić ale w moim mniemaniu jest to trudne i w swojej wyobraźni mi się to nie klei. Wydaje mi się, że mam prawo tak myśleć. To może nagle ulec zmianie ale tak jest w danym momencie i jest mi z tym po drodze.
     Ponieważ dopytywanie się mnie o to uważam za niegrzeczne i wszelkie zapładnianie mnie życzeniami świątecznymi uważam za niesmaczne sama też nie dopytuję. Nie interesuję mnie to. Czy kobieta musi mieć męża? Czy jak go ma to musza mieć dzieci? Co jeśli nie chcą? A co jeśli nie mogą? Czy ta każda ciekawska osoba zastanowiła się co myśli osoba, która może by chciała założyć rodzinę ale z pewnych względów nie może? Przyczyny są różne. Ktoś mógł nie poradził sobie z odrzuceniem, nie może nikogo poznać, nie ma zwyczajnie powodzenia, z powodu choroby nie może mieć dzieci? Nie chcę mi się, nie mam ochoty to dla mnie też jest powód. Jestem pewna tego co mówię i pewna tego co robię. Jednak ludzie próbują mi wmówić, że jest inaczej, że się mylę. Jakbym miała to czy tamto to byłoby inaczej. Mogłabym zapytać tej osoby mającej to czy tamto czy jest z tym szczęśliwa ale to dla mnie nietakt. Czemu jednak grzebanie w mojej macicy nie jest uznawane za porażkę. Nie każdy jest mną i nie każdy jest tego samego zdania. Oczywiście wszystkim „wypytywaczom” i „słownych zapładniaczom” nie przyjdzie do głowy, że mogą komuś sprawiać ból swoimi mądrościami.  
     Osobiście uważam to za nietaktowne wtykanie nosa w nie swoje sprawy. Mamy XXI wiek i każdy ma prawo do swoich własnych priorytetów. Tu kłania się kolejny raz starał, złota zasada „ nie wtrącaj się”.


Źródło zdjęcia: https://besty.pl/3872716

Komentarze

  1. Hmm ciekawy temat :) Nie wiem ile masz lat, bo czasami niektórzy dopiero później decydują się na założenie rodziny, tudzież dopiero później znajdują fajnego partnera, który całkowicie zmienia spojrzenie na sprawę :) Ale wcale nie uważam, że tak zawsze musi być. Gdy byłam sporo młodsza, mówiłam, że nie chcę mieć dzieci, denerwowało mnie, że każdy mi mówił, że jeszcze mi się odmieni. No i nie odmieniło. Na forach internetowych jest pełno nienawiści do ludzi, którzy zdecydowali się na inny tryb życia niż ten rodzinny. Nie wiem dlaczego. Powinniśmy być bardziej otwarci na świat i na życie i zrozumieć, że ludzie nie są jakimiś klonami i każdy ma prawo mieć swój własny przepis na szczęście. Równie dobrze można się każdego pytać, kiedy on wreszcie kupi sobie psa, traktor, willę, czy cokolwiek innego, co ty uważasz za szczyt spełnienia. Pozdrawiam i nie daj się! :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Klient widziany oczami pracownika część 3. Prawdziwą zabawę czas zacząć.

 Hipermarket 
W ostatnich dwóch częściach streściłam swoje doświadczenie w pracy z klientami w Mcdonald's.  Nadszedł ten wspaniały moment kiedy zakończyłam pracę w tej restauracji, pożegnałam klientów tego miejsca i przywitałam nowych. Rozpoczęłam pracę w Hipermarkecie. Tam również pracowałam na dwóch stanowiskach. 

Kasy
     W Kauflandzie, ze względu na jego gabaryty, istnieje podział na działy. Ja byłam przypisana do działu kas. Jednak w wolnych chwilach, w razie potrzeby pracowałam na markecie, jak również w razie konieczności pracownicy działów przenosili się na kasy. O ile w Mcdonald's gość restauracji nie mógł za bardzo pogrzebać w towarze przed zapłaceniem za niego, a obsługa była znacznie szybsza o tyle tu zobaczyłam prawdziwy ogród zoologiczny.        Kultura osobista klientów pozostawia wiele do życzenia. Prędzej usłyszę dzień dobry od podchmielonego pana niż od wyperfumowanej damy. W ogóle zauważyłam, że kiedy mówię klientowi dzień dobry to w przypadku mężczyzn odpow…

Ratunek dla rzęs. SOS Lash Booster od Eeveline. Czy to działa?

Jakiś czas temu zauważyłam, że moje rzęsy mają się trochę gorzej niż zwykle. Nigdy wcześniej nie miałam z nimi problemów ale ostatnimi czasy stały się cienkie i łamliwe. Bardzo nie podobają mi się miotełki uzyskiwane dzięki metodzie doklejania 1 do 1 i tym podobne (może kiedyś zmienię zdanie albo będę po prostu potrzebowała czegoś takiego na wyjątkową a okazje ale w danym momencie zdecydowani nie), "jednorazowych" sztucznych rzęs też nie używam, nie mam zalotki bo się jej boję. Za to uwielbiam tusze. A więc kosmetyki i wszelkie inne działania środowiska niestety wpływają na ich kondycję. Pomyślałam, że przecież muszą istnieć jakieś kosmetyki wspomagające rzęsy. Oczywiście zajrzałam do internetu i tam trafiłam na kilka historii rodem z horroru, które były owocem stosowania specyfików na porost rzęs. Dla mnie odpada. Mam problemy ze wzrokiem i nie chcę ryzykować. Jednak istnieją wszelkiego typu balsamy do rzęs. Pomyślałam sobie, że czegoś takiego mogę spróbować. Skoro są…

"Inner Fat Kid Confession!" Czy wytykanie wad kiedykolwiek pomogło?

Każdy z nas ma wady i kompleksy. Moim zdaniem nie powinno się tego łączyć bo nie każda wada powoduje kompleksy. W tym wpisie przyczepię się do tego co widać gołym okiem czyli wygląd człowieka. Uważam, że jest bardzo ważny zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Nie ma ludzi idealnych ale obecnie mamy takie środki, że nasze zewnętrze może być przyjemne dla oka. Co jednak jeśli nie da się czegoś poprawić ani zakryć? Co jeśli ktoś nie chce lub nie ma możliwości? Tu z pomocą idą wspaniałomyślni krzykacze, którzy, nie wiedzieć czemu, szukają na ciele obcych ludzi choćby najmniejszej skazy.      Bardzo często jest tak, że coś co nam nie przeszkadza, staje się ogromnym kompleksem dzięki ludziom, których najmniej ta wada dotyczy. Mam trochę dziwny nos. Jako dziecko miałam mały wypadek w wyniku którego jego kształt nieco się zmienił i powstała blizna. Nie wygląda jak nadzwyczajne zjawisko ale może zwracać uwagę niektórych. Mi nie przeszkadza ani trochę jednak ilość uwag jaką słyszę pod adresem…